czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział X



Wczorajszego wieczora wygoniłam Michała ze swojego domu. Nie, nie dlatego, że byłam na niego zła. Po prostu nie chciałam, aby widział jak się rozklejam. Nie dopuszczam do siebie nawet myśli, aby ktokolwiek widział mnie płaczącą. „Nie okazuj słabości” to takie moje hasło przewodnie. W samotności to już co innego. Gdy tylko zamknęłam za nim drzwi łzy same zaczęły napływać do moich oczu. Wiedziałam, że to będzie długi wieczór. Usiadłam na kanapie w salonie, szczelnie opatuliłam się kocem i zużyłam cztery paczki chusteczek higienicznych. Do tej pory nie mogłam dojść do siebie. Czasami tak bardzo brakuje mi bliskości jakiegoś innego człowieka, że gdy ktokolwiek mi ją okaże czuję się jeszcze bardziej samotna. Po wypłakaniu swojego postanowiłam wziąć się w końcu w garść i poszłam pod prysznic. Zimny strumień opłukiwał moje zmęczone ciało. Dawał tyle ukojenia. Przebrałam się w piżamę i ułożyłam się do łóżka. Sen mnie szybko zmógł po tylu wypłakanych łzach.

Kolejnego dnia z rana nie miałam siły na bieganie. Pospiesznie zrobiłam sobie małe śniadanie i poszłam do pracy. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, więc skierowałam się prosto do swojego gabinetu po drodze wchodząc do mojej przełożonej, aby dostać wskazówki na dziś. Dała mi dwa wielkie segregatory. Boże, dlaczego?! Nie miałam nawet siły się spierać o to, że dla zwykłej stażystki to zbyt wiele. Chciałam skończyć to jak najwcześniej, gdyż zostałam przez moją mini szefową pożegnana słowami „będziesz mogła dzisiaj wyjść z pracy o tej, o której to ukończysz”. Zabrzmiało to jak w stylu „jeśli dzisiaj tego nie skończysz to przesiedzisz na dupie całą noc, a może nawet i dzień jutrzejszy bez chociażby odrobiny snu”. Chciałam jej pokazać, że ze mną takie numery jej nie przejdą. Postaram się to zrobić jak najszybciej, by mieć jeszcze czas skoczyć do galerii i kupić sobie coś ładnego na wieczór. W końcu spotkanie z samym Igłą to nie byle co.
No i mi się udało. Zamiast wyjść o 16 to wyszłam o wpół do drugiej. Nie zajeżdżając do domu ruszyłam na podbój sklepów. W pierwszych pięciu sklepach nic, lecz w szóstym totalne cudo. Nie byłam raczej osobą, która gustuje w wyzywających i jaskrawych kreacjach. Moja była fioletowa z rękawem ¾, przed kolano. Niby zwykła i prosta, a moim zdaniem była uszyta jak dla mnie. Po zakupach postanowiłam zjeść coś na mieście, by nie gotować samej w domu. W drodze powrotnej dostałam sms-a od Agnieszki, abym do niej wpadła, jak będę miała chwilę. Odpisałam jej, że zaraz będę. Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Zaparkowałam samochód pod jej blokiem i zadzwoniłam domofonem, aby mi otworzyła. –Właź, będę w łazience. – nawet się nie zapytała czy to na pewno ja, a ja sama nawet nie zdążyłam otworzyć buzi, gdy odłożyła słuchawkę. Ach, cała ona… Weszłam na jej klatkę schodową i na jej piętro. Wyszukałam u siebie w torebce pęk moich kluczy, przy których znajdował się również ten do jej mieszkania. Dała mi go, jak sama twierdzi, tak na wszelki wypadek. Otworzyłam do niej drzwi i usłyszałam płynącą wodę u niej w łazience. Rozgościłam się w jej mieszkaniu, zdjęłam buty i poszłam poszukać czy nie ma czegoś do picia. Znajdując Tymbarka w lodowce wzięłam szklankę i zaczęłam nalewać do niej soku. W trakcie tej czynności Aga weszła do kuchni.
-Houston, we have a problem. Opowiadał Ci o tym Marcinie, którego poznałam na uczelni, nie? A więc dzisiaj mam z nim randkę i nie mam, w co się ubrać. – pokręciłam głową z niedowierzaniem. Przecież ma więcej ciuchów niż normalnie 10 dziewczyn razem.
-A no widzisz, bym Tobie pożyczyła sukienkę, którą właśnie kupiłam, lecz niestety sama dzisiaj muszę w coś się ubrać.
-Masz ją przy sobie? Pokazuj. – zarządziła przyjaciółka. Ruszyła do komody stojącej w korytarzu, gdzie zostawiłam mój nowy zakup. Wyjęłam ją z torebki i przyłożyłam do siebie. Wchodząc do kuchni Aga miała mniej więcej taką minę - *O*.
-Wow. Gdzie Ty ją kupiłaś?! Dlaczego ja nigdy takich ubrań nie znajduję? Ja też chcę taką. – wypięła swoją dolną wargę jak mała dziewczynka.
-Sama musiałam się nieźle naszukać. O, przypomniało mi się, że Michał mówił coś o naszej zlepce filmików z liceum. Masz je jeszcze?
-Jasne. A właśnie, o czym wczoraj rozmawialiście? – spytała zaciekawiona jednocześnie szukając naszego filmu gdzieś na półkach.
-O takich tam różnych rzeczach. Nieważne. – odpowiedziałam wymijająco, lecz wiedziałam, że kiedyś do tego wróci i mi nie da spokoju.
-Nie chcesz mówić to nie, ale przede mną nie ma się tajemnic. – zrobiła minę diabełka, na co parsknęłam śmiechem.
-Tak, tak. Dobrze o tym wiem. – puściłam do niej oczko, a ta ponownie zagłębiła się w poszukiwaniach.
-O, znalazłam. Oddasz mi kiedyś tam. Na razie niech leży u Ciebie. – wzięłam płytkę, pożegnałam się i ruszyłam do domu. Gdy już w nim byłam postanowiłam nie tracić czasu i zacząć się przygotowywać. Wzięłam długą, gorącą kąpiel, podsuszyłam włosy, zrobiłam naturalny make up. Gdy się obejrzałam była już 18, więc musiałam się pośpieszyć. Bezzwłocznie się ubrałam i zadzwoniłam po taksówkę. Przyjechała po 15 minutach. Znalazłam się na miejscu za 5 dziewiętnasta, więc zdążyłam. Poszłam do recepcji i zapytałam czy pan o nazwisku Ignaczak już przyszedł. Dostałam pozytywną odpowiedź i zostałam zaprowadzona na miejsce. Igła, gdy zauważył, że się zbliżam wstał i poczekał, aż do niego dołączę.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział IX



Gdy wsiadłam do samochodu, wiedziałam, że zaraz moi przyjaciele osypią mnie pytaniami. Nie myliłam się. I nie musiałam długo czekać.
-To była Dominika, prawda? Córka Ignaczaka? – pierwsze pytanie padło z ust Agi.
-Tak. –to dopiero się zaczęło, a już miałam dosyć.
-Ale jak…? Jakim cudem…? Co się stało?
-Mała się zgubiła, a ja ją zaprowadziłam do rodziców. I tyle. –oparłam się wygodnie na przednim siedzeniu pasażera.
-Wiesz co, to już trzeci siatkarz poznany przez Ciebie. Wiesz jak Ci zazdroszczę? –usta mojej przyjaciółki wygięły się w podkówkę. Michał jak na razie się nie odzywał, za co byłam mu ogromnie wdzięczna.
-To nie moja wina. Samo tak jakoś się dzieje. Ty za to masz Piotrka za kuzyna, co chciałaby chyba każda dziewczyna.
-Ale Ty też go znasz. W dodatku dzisiaj poznałaś Igłę, no a wcześniej Zbyszka. –gdy to powiedziała szybko spiorunowałam ją wzrokiem, aby w końcu skończyła jego temat. Przecież wykłócałam się o to z Michałem. Zauważyłam, że posłał w moją stronę pytające spojrzenie.
-Czyli jednak. Od dawna? – zaczął mnie się wypytywać.
-Nieoficjalnie od soboty, oficjalnie od dzisiaj.
-Czy to oznacza, że dzisiaj pomiędzy wami też coś było? – widziałam u niej minę typu „a nie mówiłam?”.
-Pogadaliśmy chwilę po tym, jak zaniosłam Dominikę i wtedy mi się przedstawił. Dziwne, że w ogóle mnie pamiętał… - nad tym troszkę się zastanowiłam, bo to było dziwne. Tyle tysięcy ludzi do niego podchodzi, a on zapamiętał akurat mnie. A może wszystkich pamięta? A z resztą…
-Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Ale nie, bo przecież można biednego Michała okłamać. –powiedział z irytacją. Odwróciłam się do niego i posłałam mu tylko przepraszające spojrzenie. Chciałam zmienić troszkę temat, więc wróciłam do Krzysia.
-Igła zaprosił mnie jutro na kolację w ramach podziękowań. – myślałam, że Adze wyjdą oczy z oczodołów. Cicho się zaśmiałam. Spostrzegłam, że Michał mi się przygląda, lecz nie mogłam odgadnąć co mu chodzi po głowie. –Michaś, będziemy musieli porozmawiać. – rzekłam stanowczo.
-Ale o czym? – udał zdezorientowanie. Aga patrzyła się co raz albo na mnie, albo na naszego towarzysza.
-Ty już dobrze wiesz o czym. – lekko zmrużyłam oczy, aby zrozumiał dosadność moich słów. Widziałam, że zaczął uciekać przede mną wzrokiem.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Aga wysadziła nas na wspólnym osiedlu a sama odjechała. Rzuciliśmy jej tylko „do zobaczenia” i wysiedliśmy. Widziałam, że Michał ma zamiar już się ze mną pożegnać, lecz nie mogłam mu na to pozwolić.
-O nie, nie, mój drogi. Nie zapomniałeś o czymś? Masz tylko wybór miejsca, albo będziemy tutaj tak stać jak jacyś debile, albo po prostu pójdziemy do mnie. A więc jak? –świdrowałam go wzrokiem, aby tylko nie uciekł.
-No już dobrze. Chodźmy do Ciebie. – odparł zrezygnowany. Z triumfem ruszyłam w kierunku mojego domu. Gdy już się w nim znaleźliśmy, udaliśmy się do kuchni. –Chcesz może kawy, herbaty a może soku?
-Sok będzie w porządku.
-A więc, odpowiedz mi szczerze. Jesteś zły na mnie, że okłamałam Cię w sprawie Bartmana? – zapytałam nalewając mu sok do szklanki, po czym stawiając go przed nim. Ten wziął szybko łyka i najwidoczniej stwierdził, że szklanka jest tak interesującym przedmiotem, że nie był w stanie oderwać od niej wzroku. Lecz widać było, że jest spięty.
-Nie, nie jestem zły. – w końcu na mnie spojrzał. Ach, co za zaszczyt…
-A więc, o co chodzi? – byłam trochę zdezorientowana.
-Po prostu nie sądzę, aby siatkarz był dla Ciebie odpowiednim partnerem. – no ja go chyba strzelę.
-Że co proszę?! – zdecydowanie podniosłam głos.
-To co słyszałaś.
-Nosz kurcze blade. Ty będziesz mi wybierał z kim mogę się spotykać?! – tym razem był to już mocny krzyk. Widząc jak spuszcza głowę z poczucia winy coś we mnie pękło. Nie mogłam się na niego gniewać. –Michaś… - tym razem już delikatnie zwróciłam się do niego. Usiadłam na jego kolana i go przytuliłam. Ten wyraźnie był zaskoczony. Kontynuowałam, lecz o wiele, wiele spokojniej. –Nie chcę, abyś ingerował w to, czy z kimś będę, czy nie. Jak się już zakocham to nic tego nie zmieni, a nie chcę potem niepotrzebnych kłótni, więc to wszystko mówię teraz. A co do tych siatkarzy to przecież też ludzie. I oni mają prawo do miłości, tak samo jak inni mają do nich. Ale ja się przecież z żadnym z nich nie spotykam. Spokojnie. To, że dziwnym trafem zapoznam się z którymś z nich to raczej nie jest z mojej inicjatywy. Przecież wiesz, że nie jestem hotką… - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie i lekko szturchnęłam go w ramię. – A więc… wszystko jasne?
-Tak, rozumiem. Przepraszam, ale koniecznie chciałaś wiedzieć, więc Ci powiedziałem co myślę.
-No ok. Nie gniewam się. A skoro już rozmawiam o Twoich myślach… - zachichotałam pod nosem - …to powiesz mi, o czym pomyślałeś w samochodzie, gdy mi się tak przypatrywałeś? Widziałam, że o czymś myślisz, ale nie mogłam rozgryźć o czym.
-Aga pokazała mi Wasz film nakręcony jeszcze w liceum. – kompletnie o nim zapomniałam. Musi mi go kiedyś koniecznie pokazać.
-Tą zlepkę, tak?
-Tak. Wtedy byłaś zupełnie inną dziewczyną. Teraz tylko pomrukujesz coś pod nosem, co w Twoim wykonaniu oznacza chyba śmiech lub chociażby uśmiech. Na tym filmie śmiałaś się z każdej durnoty w niebogłosy. Byłaś wiecznie uśmiechnięta, otwarta i niezwykle życzliwa. Teraz jesteś strasznie zamknięta w sobie. Teraz za każdym razem wyobrażam sobie co byś zrobiła, jakbyś była jeszcze tamtą dziewczyną. Taka oto moja opinia. – wiem, że ma rację. Tą cholerną rację…
-Przecież wiesz co się stało. – spojrzałam na niego z bólem w oczach. –Czasu nie cofniesz, a ja nie wrócę. Już nigdy… - on ot tak po prostu mnie mocno przytulił, ale tak, jakby chciał swoimi ramionami ochronić mnie przed całym światem, przed wszystkimi okrucieństwami i przed przeszłością. Byłam mu ogromnie wdzięczna.

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział VIII

Z perspektywy Ewy

-Wspaniale się zachowałaś.
-Nie zostawiłabym kogoś widząc jego cierpienie. –wzruszyłam tylko ramionami.
-To dobrze o Tobie świadczy. –widziałam, że intensywnie mi się przypatrywał.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, rzekłam tylko: -Cieszę się. –pragnęłam jak najszybciej się stąd oddalić, lecz gdy tylko się od niego odwróciłam złapał mnie za rękę.
-To teraz w końcu mi powiesz jak masz na imię? –zapytał się mnie przypatrując mi się skruszony, tak jakbym mogła zareagować negatywnie, wciąż nie puszczając mojej dłoni.
-Ty mnie w ogóle pamiętasz? Miło mi. Jestem Ewa. –lekko się uśmiechnęłam.
-A ja jestem Zbyszek.
-Nie musiałeś mi się przedstawiać, doskonale Cię znam z boiska.
-Ale chciałem tak oficjalnie. –wyszczerzył się do mnie siatkarz. –Przepraszam, że Cię pytam, ale ten chłopak, z którym przyszłaś to Twój chłopak? –widać było w jego oczach, że oczekuje odpowiedzi i chyba oczekuje… przeczącej.
-To jest mój bliski przyjaciel, Michał.
-Patrzy na Ciebie tak jakby się w Tobie podkochiwał.
-Przepraszam bardzo, ale nie będę rozmawiała z obcą osobą o moim życiu prywatnym. –skarciłam go wzrokiem. –Przepraszam. –odwróciłam się i po prostu odeszłam. Nie lubię, gdy ktoś się wtrąca w moje życie. Ruszyłam w poszukiwaniu moich przyjaciół, lecz długo nie szukałam, gdyż dostałam smsa od Agi, że już znajdują się w samochodzie. Poszłam na parking.


Z perspektywy Zbyszka

Po ogłoszeniu zawodnika meczu ruszyłem w kierunku taty. Widziałem już wcześniej, że nieopodal niego siedzi ta nieznajoma, którą kiedyś spotkałem, a raczej złapałem. Lecz zauważyłem, że zaczęła się oddalać z dwoma osobami, dziewczyną i chłopakiem. Widziałem, że wzięła go za rękę. A może jest on jej partnerem? Nie wiem. W zasadzie jest to obca dla mnie dziewczyna. Jest bardzo ładna, więc to bardzo prawdopodobne, że kogoś ma. Przyłapałem się na tym, że spoglądam na nią. Musiałem przestać, choć szczerze było to silniejsze ode mnie.
Podczas rozdawania autografów usłyszałem wymian zdań Bartka i Kuby. –Ej, patrz. Czy to przypadkiem nie Dominika? Córka Krzyśka? –zagadnął Jarosz. –Masz rację. A kto to jest ta dziewczyna, którą ją niesie? Ładna jest. –odpowiedział jego przyjaciel. Odwróciłem się chcąc zobaczyć osobę będącą tematem ich rozmowy. To znowu ona. Ale co ona robi z Dominiką? Widać było, że szuka kogoś wzrokiem. Na ułamek sekundy spojrzała na mnie, lecz nie przerywała swoich poszukiwań. I chyba znalazła tego, kogo chciała. Ruszyła w kierunku Krzysia. Dopiero teraz dostrzegłem, że on i Iwona są jacyś zdenerwowani. Iwona płacze. Czyżby ona ją porwała?! Nie, to niemożliwe. Gdyby tak było nie kierowałaby się teraz w ich kierunku. Zagadnęła Igłę i wtedy można było zobaczyć wzruszającą scenę: rodzinkę Ignaczaków mocno przytulających się do siebie. Łzy Iwonki ze smutnych zmieniły się w łzy szczęścia. A więc Doma się zgubiła. Pierwszy raz popatrzyłem na nią jak nie na osobę tylko ładną, lecz jak na kogoś niesamowicie uczuciowego, uczciwego i dobrego serca. Przypatrywałem się jej jak rozmawiała z Krzysiem. Gdy zakończyli konwersację, chciałem z nią porozmawiać, lepiej ją poznać. To było silniejsze ode mnie. Zupełnie niespodziewanie moja ręka powędrowała na jej ramię. Jeszcze bardzie zaskoczyło mnie to, że bez namysłu się do niej odezwałem. –Wspaniale się zachowałaś. – spojrzała na mnie tymi jej czekoladowymi oczami.
-Nie zostawiłabym kogoś widząc jego cierpienie. –wzruszyła ramionami.
-To dobrze o Tobie świadczy. –chciałbym ją lepiej poznać, dowiedzieć się, jaka jest, chciałbym z nią pobyć trochę czasu sam na sam.
-Cieszę się. –odparła i odwróciła się by odejść. Nie mogłem na to pozwolić. Miałem niedosyt.
-To teraz w końcu mi powiesz jak masz na imię? –zapytałem, lecz bałem się, że się przestraszy tego, że jestem bezpośredni.
-Ty mnie w ogóle pamiętasz? Miło mi. Jestem Ewa. –kąciki jej ust powędrowały nieznacznie ku górze.
-A ja jestem Zbyszek. –odparłem.
-Nie musiałeś mi się przedstawiać, doskonale Cię znam z boiska.
-Ale chciałem tak oficjalnie. –uśmiechnąłem się do niej. Lecz ciągle coś mi nie dawało spokoju. -Przepraszam, że Cię pytam, ale ten chłopak, z którym przyszłaś to Twój chłopak? –chciałem, a raczej pragnąłem, by moje przypuszczenia okazały się niesłuszne.
-To jest mój bliski przyjaciel, Michał. –usłyszawszy te słowa w duchu głęboko odetchnąłem. Zatliła się we mnie mała nadzieja.
-Patrzy na Ciebie tak jakby się w Tobie podkochiwał. –ciągnąłem dalej z coraz większą pewnością siebie.
-Przepraszam bardzo, ale nie będę rozmawiała z obcą osobą o moim życiu prywatnym. –skarciła mnie wzrokiem. –Przepraszam. –najzwyczajniej w świecie odwróciła się ode mnie na pięcie i odeszła. Teraz już na pewno nie będę miał jakiejkolwiek okazji, aby kiedyś jeszcze usłyszeć jej głos. Aj, panie Bartman, jak zwykle musiałeś coś spieprzyć…

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział VII



-No Ty chyba sobie kpisz?! Taki facet do Ciebie idzie, a Ty chcesz zwiać?! –wybałuszyła na mnie oczy przyjaciółka.
-Tak i to jak najprędzej. Mam pomysł! Chodź, pójdziesz ze mną po autograf do Gumy. Zawsze chciałam go mieć i Ty również. –ponaglałam koleżankę wiedząc, że takiemu argumentowi się nie oprze.
-Ty to Ty?! Nie poznaję Ciebie. Ale takiej szansy nie stracę. Chodźmy. –wzięła mnie pod rękę, a ja pociągnęłam nic nieświadomego Michała za nami. W drodze odwróciłam się jeszcze, aby zobaczył Zbyszka. Widziałam, że odprowadza mnie wzrokiem, choć nie przestawał kroczyć do sektora VIP. Podszedł do jakiegoś pana i go uścisnął. A no tak, przecież to jego ojciec. Miło, że nie zapomina o rodzinie w blasku chwały.
-Ja zaraz wrócę, ok.? Tylko skoczę do łazienki. –rzekłam do przyjaciół.
-Wiedziałam, że mi zwiejesz. –odrzekła przyjaciółka, lecz oboje pokiwali głową. Ruszyłam w stronę drzwi na korytarz. Gdy już się na nim znalazłam usłyszałam głośny płacz. W kącie było skulone malutkie dziecko, na moje oko nie więcej niż góra trzyletnie. Rozejrzałam się wokół, aby sprawdzić, czy ktoś również to zauważył. Nie umiałam patrzeć, gdy ktoś płacze. Podeszłam do niego, a raczej do niej, gdyż to była dziewczynka i ostrożnie przykucnęłam.
-Dlaczego płaczesz, skarbie? –podniosła na mnie zapłakane oczka. Pogłaskałam ją po główce.
-Zgubilam tatę i mamę. –odparła. Tego się nie spodziewałam.
-Chodź, wezmę Cię na ręce i razem ich poszukamy, zgoda? –powiedziałam jak najdelikatniej. Dziewczynka leciutko skinęła główką. Wzięłam ją na ręce, tak jak jej proponowałam.
-Powiesz mi jak masz na imię? –zagadnęłam.
-Dominika. –odpowiedziała swoim dziecinnym głosikiem.
-A na nazwisko? –chciałam uzyskać jak najwięcej informacji, abym mogła jej pomóc.
-Ignacak. –a to mnie zadziwiła. Doskonale wiem, kim jest jej tata. W zasadzie mam na sobie koszulkę z jego nazwiskiem.
-Twój tata to Krzysio, prawda? –dziewczynka kiwnęła potwierdzająco głową. –Wiem jak go znaleźć. Zaraz Cię do niego zaprowadzę. –ruszyłam w drogę powrotną w kierunku hali. Musiałam przedrzeć się przez niemały tłum ludzi. Po drodze spostrzegłam moich towarzyszy, którzy mieli pytający wyraz twarzy. Wypowiedziała szeptem tylko słowo „później”, aby mogli je z odległości nas dzielącej zrozumieć. Od razu spostrzegłam paru siatkarzy, którzy również się na mnie patrzyli. I w tym Zbyszka. Nie zwracałam na nich uwagi, a tym bardziej na niego. Szłam dalej, wiedząc, że powinnam go gdzieś tu znaleźć. Szepnęłam tylko do Dominiki: -Zaraz będziesz już z tatusiem. –i w tym właśnie momencie go spostrzegłam. Widziałam, że jest zdenerwowany, obok niego zobaczyłam płaczącą kobietę. To pewnie była jego żona. Wyglądali tak, jakby… no właśnie jakby właśnie zgubili dziecko. Szłam ku nim, lecz oni mnie nie widzieli. Podeszłam do Ignaczaka i dotknęłam ręką jego ramienia.
-Przepraszam Pana, czy to pańskie dziecko? –odwrócił się ku nam i od razu porwał Dominikę w swoje objęcia. Żona widząc to podbiegła do rodziny i mocno ich uściskała. Ich radości nie było granic. Nie chcąc przeszkadzać im w tym radowaniu się postanowiłam się wycofać. Odwróciłam się i już miałam zamiar odejść, gdy ktoś złapał mnie za rękę.
-Zamierza Pani tak po prostu odejść? Chciałbym Pani podziękować. –moje oczy wyglądały pewnie jak pięciozłotówki. Zwrócił się od mnie sam KRZYSZTOF IGNACZAK. Oddał swoją córeczkę dla żony i ponownie wrócił do rozmowy ze mną. –Naprawdę Pani dziękuję. Razem z żoną odchodziliśmy od zmysłów, gdy przerażona do mnie przyszła i powiedziała, że Dominika zniknęła.
-Nie ma sprawy. –uśmiechnęłam się na te słowa. –Nie mogłam nie zareagować widząc osamotnione, płaczące dziecko. Znalazłam ją na korytarzu, zaraz przy wyjściu z sali. Powiedziała, że się zgubiła, a ja wypytałam ją o jakieś informacje. Powiedziała, że jest Pana córką. Dzielna dziewczynka. –ponownie się uśmiechnęłam opowiadając mu o całym zajściu.
-Mieliśmy z Iwoną wielkie szczęście, że znalazła się taka osoba jak Pani i nam pomogła.
-Każdy by zrobił to na moim miejscu. –odparłam zawstydzona. –Dobrze, że jestem fanką siatkówki i rozpoznaję zawodników.
-Oho, widzę nawet, że nawet i moją. -wskazał na moją koszulkę.
-Nie łatwo było kupić tą z Pana nazwiskiem. –wyszczerzyłam się do Libero.
-Jaki pan?! –roześmiał się mój obecny rozmówca. –Krzysiek jestem. –wyciągnął ją w moim kierunku.
-Tak, wiem. –wystawiłam język w jego kierunku i uścisnęłam jego rękę. –A ja jestem Ewa.
-Miło mi Cię poznać. W ramach podziękowań chciałbym Cię zaprosić na kolację. To naprawdę dla mnie dużo znaczy, że Pani… aa, sory… że Ty nie byłaś na to obojętna. –uśmiechnął się do mnie reprezentant Polski.
-Oj nie. Nie przyjmę zaproszenia. To zwykła, bezinteresowna pomoc. Nie potrzebuję wynagrodzenia. –odparłam kiwając przecząco głową.
-Ale nawet nie ma mowy. Nie przyjmuję odmowy. –zaparł się. –Zapraszam Cię do restauracji „Latisana”. Znajduje się ona na ulicy Powstańców Śląskich. To co, jutro o godzinie 19:00? Tobie pasuje?
-Pasuje. –odparłam uśmiechając się szczerze. –Dziękuję za zaproszenie i do zobaczenia. –wyciągnęłam rękę w jego kierunku, aby się pożegnać.
-Do jutra. –odparł uśmiechnięty Krzysztof i odwzajemnił gest. Ruszyłam, aby odnaleźć przyjaciół. Lecz ktoś dotknął mojego ramienia, odwróciłam się myśląc, że to może oni.
-Wspaniale się zachowałaś. –a nie mógł być to nikt inny jak Zbyszek…